Nie od dziś wiadomo, że chęć stworzenia marki wiąże się nie tylko z przyszłym zyskiem, ale przede wszystkim z wieloma przeszkodami na drodze do sukcesu. Dziś skupimy się na tym, czym kierować się podczas podejmowania decyzji o nazwie firmy.

Nazwij swoje myśli

Łatwo jest powiedzieć „Wystarczy mieć głowę pełną pomysłów”. Tymczasem deadline depcze Ci po piętach, a Ty nie masz nawet ogólnego zarysu, szkicu, wstępnych notatek. No cóż, wszystko jest kwestią praktyki, dlatego warto wcześniej przyjąć kilka istotnych zasad.

W procesie tworzenia dobrze jest zrobić burzę mózgów, zwłaszcza jeśli musimy wymyślić coś od absolutnych podstaw. Spisanie wszystkich pomysłów, które pojawiają się w głowie jest dobrym początkiem. Jak to się mówi „Papier przyjmie wszystko”. Takie działanie może się okazać wstępem do bardziej rozbudowanego toku myślenia. Może się zdarzyć, że przykład nazwy pojawi się już po paru chwilach rozmyślań. Kwestią jest jego lekkie doszlifowanie lub wprowadzenie kilku poprawek. Co jeśli jednak nie zapali się nam żarówka nad głową?

Nazwa prawdę Ci powie

Burza mózgów pozostaje na spisanej kartce, a my sięgamy po koła ratunkowe, czyli rozmyślania – czym zajmuje się/będzie się zajmować firma? Choć dla jednych będzie to oczywista oczywistość, a dla drugich odkrycie Ameryki – absolutną podstawą jest dopasowanie nazwy firmy do charakteru jej działalności.

Nazwa jest często pierwszym elementem działalności przedsiębiorstwa, z którym spotyka się potencjalny klient, kontrahent itp. Jest niejako komunikatem „Jesteśmy tym czego szukasz!”, „Tak, zajmujemy się tym, czym myślisz”, „Nasze produkty zaspokoją Twoje potrzeby”. Jakkolwiek śmiesznie to brzmi, nazwa firmy wysyła wiadomości do odbiorców.

Nazwa sanowi wizytówkę, która nie powinna wymagać dodatkowych wyjaśnień. Cała charakterystyka firmy, powinna zawrzeć się właśnie w tym miejscu.

Świlczex, świlczpol i świlczbud – czyli mały koszmarek na dzień dobry

Każdy z nas chociaż raz spotkał się z końcówką ex, pol, bud, med. Można powiedzieć, że każda z nich ma nawet swoja historię.

Ex – moda na tego typu końcówki nastała na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Możliwość zakładania własnej działalności, otwarty rynek i ogólne zmiany gospodarcze spowodowały, że Polakom nagle bliżej zrobiło się do zachodu. Początku amerykanizacji w Polsce były najpierw widoczne właśnie w nazwach nowo powstałych firm. Przyjęła się wtedy tendencja, że zamienienie tradycyjnej, polskiej końcówki musi być zastąpione czymś, co brzmi bardziej „egzotycznie”. Dziś tego typu zabiegi uważa się za nieznajomość rynku.

Niekiedy słowotwórstwo przy użyciu „przyjaciela” w postaci końcówki „ex”, przybierało złe, wręcz śmieszne efekty. Dajmy na to miejscowość Śwlicza.* Nazwa sama w sobie dość trudna, nawet dla niektórych Polaków. Jednak dzielny Kowalski z lat 90-tych, dzielnie chce podkreślić miejscowość z której pochodzi, przy jednoczesnych planach ekspansji na rynek zagraniczny. Taki tok myślenia doprowadza go do nazwy „Śwliczex”. Czyż nie brzmi to jak wstęp do dobrego horroru? Nie podajemy nawet charakteru działalności, ponieważ nie ma to i tak większego znaczenia…

*Podany przykład jest absolutną abstrakcją i nie odnosi się do żadnego istniejącego podmiotu.

Rys. B. Brosz
Rys. B. Brosz

Pol – z czasem końcówki „ex” stały się źle widziane, wręcz wyśmiewane. Dlatego po modzie na zagraniczne nazwy, analogicznie przyszedł trend na podkreślanie naszej polskości. O ile końcówka „ex” brzmi naprawdę sztucznie, o tyle końcówka „pol”, przy umiejętnym doborze słów, może jeszcze zostać niezauważona. W chwili obecnej podejście do świadomości marki znacznie się zmieniło i obecnie nawet końcówka „pol”, jest źle postrzegana. Jednak modę na nią, należy odbierać jako pozytywny aspekt zmian na lepsze.

Bud i med – to przykłady końcówek, które są przypisane do branży. I tak nasz „Świlczbud” będzie prestiżową firmą zajmująca się budownictwem, oczywiście na terenie Świlczy. Natomiast „Śwliczmed” będzie dowolnym zakładem, działający w branży leczniczej, zdrowotnej, itp.

Nieważne jaka jest specjalizacja firmy, najważniejsze jest, aby jej nazwa była oryginalna.

Grzech główny – nie rób drugiemu…

Gdy zestawimy obok siebie nazwę „Panasonic” oraz „Panasonex”, różnicę między nimi będzie widać gołym okiem. Bez zastanowienia da się wskazać rażący kontrast – jedno jest renomowaną marką światowej klasy – drugie najprawdopodobniej jego polskim odpowiednikiem. Człowiek nie jest jednak nieomylny i nie zawsze dostrzeże te różnice. Zwłaszcza gdy jest osobą, która nie do końca zna się na nowych technologiach, ma problemy z pamięcią lub po prostu pobieżnie rzuci okiem na nazwę, bez większego skupienia.

No właśnie – czy takie zabiegi mają sens? Odpowiedź może być tylko jedna – nie! Przede wszystkim podszywanie się lub sugerowanie podobieństwa do innej marki (zwłaszcza gdy jest to firma o światowym zasięgu), jest po prostu niesmaczne. Może też mieć smutne konsekwencje. Przykładowo klient kupuje radio firmy Panasonex. Po dwóch tygodniach sprzęt się psuje z niewiadomych przyczyn. Jak to? Przecież to klasa światowa. Jak się okazuje – nie. Wtedy klient uświadamia sobie, że dał się nabrać. Można powiedzieć, że z własnej nieuwagi. Jednak zamierzenie marki zostało osiągnięte, a niesmak pozostał. To kolejny dowód przemawiający za oryginalnością nazw.

Krótko i na temat

Źle odbierane są również nazwy zbyt długie. Podwód jest prosty – krótsze lepiej zapamiętać. Oczywiście czasem połączenie dwóch lub więcej słów, albo dość długich nazwisk powoduje, że nazwa traci na lekkości. Jednak są to przypadki uzasadnione. Dobrym przykładem będzie „Tekstokracja”, która składa się tak naprawdę z trzech wyrazów, tworząc równocześnie jeden wyraz.

Tekst – nawiązanie do działalności firmy, czyli ogólnie pojęty copywriting

Kracja – słowo kojarzące się ze słowo kreacja

Ok – słowo, które jest widoczne zwłaszcza w logo firmy. Aspekt pozytywny, stwierdzający że wszystko jest dobrze.

Nazwa może i długa, ale polega na zabawie formą, czyli nawiązaniu do ustroju, w którym rządzi słowo.

Dobrymi przykładami krótkich nazw jest Nokia, Ikea, Apple, Puma, Nike, Pepsi. To oczywiście giganty na skalę światową, jednak powinno to stanowić jedynie kolejny dowód na to, że są oni godni naśladowania. Warto zwrócić uwagę na fakt iż są to wyrazy składające się z jedynie dwóch sylab. Przykładami z polskiego podwórka mogą być marki kosmetyczne Bell lub Inglot.

Polacy nie gęsi i swój język… tracą

Niestety tendencja do wypierania polskich słów z użycia jest coraz bardziej zauważalna. Ma to również swoje odbicie w nazwach polskich firm, które brzmią jak międzynarodowe korporacje. Oczywiście nie ma w tym nic złego, dopóki rzeczywiście dumnie brzmiąca nazwa jest adekwatna do wielkości przedsiębiorstwa np. Eurocash lub Enea.

Nie ma jednak sensu nazywać zakładu szewskiego zatrudniającego jedna osobę, nazwą Shoemaker Company lub Cleaning Services firmy sprzątającej, działającej w niewielkiej miejscowości.

Ponadto droga obcojęzyczna potrafi być bardzo zdradliwa. Jeżeli firma ma w planach ekspansję na inne rynki, warto dowiedzieć się, czy potencjalna nazwa, nie przysporzy przypadkiem więcej problemów niż korzyści. Niektóre Polki bez żenady używają kosmetyków firmy PUPA. Można powiedzieć, że nazwa zawsze mogła być dosadniejsza, jednak mimo to trzeba przyznać -nie jest ona do końca udana. Niemniej jednak to włoskie słowo oznacza dziewczynę lub coś słodkiego, miłego.

Oczywiście słynne już Osram nie zaskoczy nikogo, jednak hiszpańska firma produkująca firany, o nazwie Yebane, już tak. Swego czasu kilka producentów marek samochodowych miało problemy z wprowadzeniem takich modeli jak LaPuta czy Caliente. Brzmią egzotycznie i ładnie, jednak nie w każdym języku na świecie…

O ile nadawanie w całości zagranicznych nazw nie zawsze jest słuszne, o tyle najnowsze technologie niejako wymuszają usuwanie polskich znaków z nazw. Jest to spowodowane tym, że w razie tworzenia ewentualnej domeny, polskie znaki i tak nie będą respektowane. Dobrym przykładem jest strona piecstawow.pl. Czy to witryna o piecach? Stawach? O wypiekaniu stawów?! Polecamy odwiedzić i przekonać się samemu.

Na pewno Ci się uda!

Po zapoznaniu się z tym tekstem, teraz już nikt nie powinien mieć większych problemów z tworzeniem nowych nazw. No chyba, że w nazwie musi się pojawić słowo „Śwlicza”:)

Porozmawiajmy o Twoim projekcie w naszym biurze lub u Ciebie!